wtorek, 6 stycznia 2015

WARTO PRZECZYTAĆ - Wojtek Kmita "Cztery lata na huśtawce"

TYDZIEŃ Z KSIĄŻKĄ - DZIEŃ DRUGI

Dziś kolejny dzień wyzwania TYDZIEŃ Z KSIĄŻKĄ. 

Moja dzisiejsza propozycja to książka Wojtka Kmity „Cztery lata na huśtawce”.  


      
Tak sobie myślę, że to fajnie, że wśród nas są ludzie pozytywnie nakręceni. Bez nich świat byłby nudny i pewnie nie powstałyby takie książki, jak „Cztery lata na huśtawce”.

Wojtek Kmita to pasjonat żeglarstwa. Razem ze swoją żoną Małgosią postanowili wybudować jacht i opłynąć nim świat. Zaczęli w latach osiemdziesiątych, gdzie ciężko było o materiały, ale im się udało. Po dziesięciu latach ciężkiej pracy jacht został zbudowany. Nazwali go TEMI, bo był zbudowany „temi ręcami”. 



Wyruszyli w 1993 roku. Cztery lata pływali po morzach i oceanach. Pracowali w portach, aby mieć gotówkę na dalsze żeglowanie. Odwiedzali mało znane wysepki i  tam poznawali zwyczaje ludzi. Na niektórych zatrzymywali się na dłużej, inne (w ich odczuciu mniej atrakcyjne) opuszczali po pobieżnym zwiedzaniu.

Co mnie urzekło w tej lekturze? 

Przede wszystkim szeroko rozumiana WOLNOŚĆ, życie bez ograniczeń.  Małgosia i Wojtek byli panami swojego życia. Nie ograniczały ich obowiązki dnia codziennego – rachunki, telefony, sterty spraw do załatwienia. Oni sami wyznaczali sobie rytm dnia. Nie można powiedzieć, że żyli sobie beztrosko. Musieli przecież dbać o jacht, myśleć o tym, aby starczyło wody pitnej i jedzenia na dalszą część rejsu. Ale to wszystko w opowieści Wojtka jest tak proste, że chciałoby się rzucić wszystko i w taki rejs bez ograniczeń wyruszyć. 



Książka jest mi bliska jeszcze z jednego powodu. Małgosia to moja koleżanka – pracowałyśmy w jednej szkole. Nie pamiętam momentu, kiedy wyruszali. Byłam wtedy na urlopie wychowawczym i moja głowa zajęta była innymi sprawami. Pamiętam ich powrót. Gdańsk obchodził wówczas swoje 1000-lecie.
Małgosia zorganizowała w szkole spotkanie z uczniami i długo opowiadała o swojej wyprawie. Potem ja zmieniłam szkołę i nasze drogi się rozeszły. Nie wiem, co dzieje się teraz z Wojtkiem i Małgosią, czy nadal żeglują? 

W sieci przeczytałam kiedyś wywiad Wojtka dla jakiegoś portalu. Mówił w nim, że po powrocie bardzo ciężko było przestawić mu się na życie na lądzie. Małgosia już po kilku dniach była gotowa do zejścia z jachtu, on potrzebował więcej czasu i jeszcze przez dwa miesiące mieszkał na łodzi.
Te słowa tylko potwierdzają umiłowanie autora do żeglugi i życia na morzu. Ten jego zachwyt nad taką formą spędzania czasu widać było na każdej stronie książki.



Przez cztery lata żeglowania para odwiedziła m.in.: Maderę, Wyspy Kanaryjskie, Małe Antyle, Wyspy Dziewicze, Wyspy Bahama, Florydę, Panamę, Markizy, Wyspy Towarzystwa, Wyspy Cooka, Samoa Zachodnie, Królestwo Tonga, Nową Zelandię, Australię, Mauritius, RPA, Wyspę św. Heleny, Azory.
Robi wrażenie prawda?



Wielkim atutem książki jest sposób opisania wyprawy. Brak w nim specjalistycznego słownictwa, za co autor przeprosił kolegów żeglarzy. W ten sposób Wojtek sprawił, że książka trafia do zwykłego szczura lądowego, który o żeglarstwie ma małe pojęcie.

Lektura została wzbogacona o zdjęcia z rejsu, które pokazują jak naprawdę wyglądały opisywane przeżycia. 

Mimo, że książka została wydana w 2002 roku, nadal można ją nabyć w niektórych księgarniach internetowych. Szczerze zachęcam Was do zapoznania się z tą lekturą. Chociaż na kilka chwil przeniesiecie się w inny świat i być może zapragniecie tak, jak ja, oderwać się od rzeczywistości.

AUTOR: Wojtek Kmita
Tytuł: Cztery lata na huśtawce
Wydawnictwo:  KEMOT
ISBN 83-917118-0-3
Cena: ok. 25 zł



6 komentarzy:

  1. bardzo lubię tego typu literaturę podróżniczą! wiem, ze "wyczynów" Kmity, Przybyszów, Czernieckiego, czy Choszcz nie powtórzę, ale sama świadomość, że właściwie mogłabym, bo to w końcu zwykli ludzie, którzy po prostu dali się ponieść pasji, daje odwagę do realizowania tych mniejszych marzeń :)

    w Trójmieście zdecydowanie nie brakuje "pozytywnie nakręconych" podróżników - wystarczy zajrzeć raz w roku na Kolosy, albo do siedziby SKPT na pokazy slajdów z podróży (przynajmniej niegdyś - niestety obecnie nie działam aktywnie i nie jestem pewna jak tam kondycja klubu, no i raczej nie w Twoim temacie, bo nas nosi głównie po górach)

    ciekawa książkowa propozycja i piękna pasja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za ten komentarz :) To prawda, za odwagę należy ich podziwiać. Dlatego z chęcią sięgam po takie książki. A góry też lubię, zawsze stają mi łzy w oczach, gdy zbliżam się do naszych Tatr. Morze natomiast miłuję ponad wszystko ;)

      Usuń
  2. po twoich słowach aż poczułam zapach morza!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem pod wrażeniem tego, że tak bardzo chcieli popłynąć, że przez 10 lat budowali ten jacht. Parafrazując jednego alpinistę stwierdzę, że mają "żeglarskie adhd" :D

    OdpowiedzUsuń