sobota, 26 lipca 2014

WARTO PRZECZYTAĆ - Jadwiga Korczakowska "Spotkanie nad morzem"





Książka ma już swoje lata, ale cały czas jest godna uwagi. Po raz pierwszy została wydana w 1962 roku. Mimo upływu tylu lat porusza bardzo istotne kwestie. 
Po pierwsze opowiada o przyjaźni dwóch dziewczynek. Jedna jest mieszkanką Torunia, która przyjeżdża do Władysławowa. Tu poznaje Elżbietę, niewidomą dziewczynkę, którą po śmierci matki wychowują "przybrani" dziadkowie. Dziewczynki spędzają razem czas, poznają się wzajemnie i odkrywają swoje światy. 
Książka znajduje się w wykazie lektur dla klas 4-6. Omawiam ją z uczniami w klasie czwartej. Oprócz wielu aspektów wychowawczych zawartych w lekturze, zwracam uwagę na treści marynistyczne.
Danusia, wyjeżdżając z Torunia do Władysławowa, spotyka się ze swoim kolegą. Ten, usłyszawszy dokąd wybiera się jego koleżanka, stwierdza, że to nic ciekawego, bo przecież "morze to tylko piach i woda". 
Czy rzeczywiście tak jest?
Okazuje się, że nie jest to prawda. Niewidoma Elza odkrywa przed Danusią urok nadmorskiego brzegu, bogactwo roślin, żyjątek i ptactwa. Okazuje się, że morze mieni się tysiącem kolorów, a w oczach sieci rybackich kryje się poezja  barw.

Zacytuję teraz kilka fragmentów, które można wykorzystać do pracy nad lekturą. 

[...] Elza przeciągnęła się, odetchnęła głeboko.
- Ale tu dobrze, ale tu pachnie, nie?
- Co pachnie? Nie czuję.
- Woda pachnie! Rybami, słonością, wodorostami...
- Czym?
- Nie widziałaś? Przy brzegu precz rosną rosną pod wodą kosmate, miękkie łodygi, wyślizgują się z rąk jak żywe. Różne są. Nazywają się zielenice, sinice, morszczyny... Czasem sztorm wyrzuci na piach całe kupy takich wodorostów, że nie możesz przejść, bo się zaplączesz. A na nich pouczepiane maciupeńkie muszelki, żyjątka, pęcherzyki... Powiedz, Danusia, jakie dziś morze?
- Jak to jakie? Zwyczajne.
- E, bo to kiedy morze jest zwyczajne? Jaki ma dziś kolor?
- Jak zawsze, niebieski.
- E, popatrz dobrze, powiedz, jakie jest całe, od początku aż do nieba?
Danka przysłoniła oczy ręką, stara się odróżnić odcienie wody.
- Przy brzegu rozbija się biała piana, potem woda jest troszkę brązowa, dalej niebieska, zielonawa, ciemnoniebieska, prawie granatowa...
Elza Uchyliła usta, potakuje, uśmiecha się, liczy coś na palcach.  
- A jeszcze? - nalega.
- Pod niebem jasnoszary pas...
- A widzisz, ile tego? Nie mówiłam? A co jeszcze jest białe?
- No, obłoki... żagiel... mewy...
- Obłoki... żagiel... mewy... - powtarza Elza. - Białe, białe...
- Gorąco, pobrodzimy trochę, chcesz? - Danka mocno ujęła dziewczynkę pod ramię i raz-dwa zbiegają ze wzgórza na plażę. Stopy brną teraz w sypkim, rozgrzanym piasku.
- Ale piszczy! - śmieje się Elza.
- Kto?
- No, piach!
- Przy brzegu będzie twardo.
- Fala ubiła.
- O ładna muszelka... masz!
Elza gładzi palcami skorupkę.
- Podłużna , karbowana... to jest sercówka, wiesz?
- A ta? - podniosła Danka drobną muszelkę.
- Jaki ma kolor?
- Prawie czarny.
- To omułek, mam takich dużo. 
- A znalazłaś kiedy bursztyn?
- Znalazłam! Jeden jedyny. Schowałam sobie. Dziadek powiedział, że to prawdziwy bursztyn i że siedzi w nim komar. [...]
- No, ale skąd ten komar?
- A dawno, okropnie dawno temu wpadł do żywicy i już w niej został. A potem ta żywica wleciała do morza, zrobił się z niej bursztynek i znowu kiedyś, kiedyś sztorm wyrzucił go na piach. 
- Maciupki komar, a stary jak świat - roześmiała się Danusia.
[...] Ojej, ile tu pcheł! jak skaczą!
- To wcale nie pchły! Złap jedną, zobaczysz.
- Brr! Nie chcę! Wielkie pchliska! Ale jasne są, dlaczego? Jak ich dużo! Uciekajmy stąd!
- Jej, zabawna jesteś - zaśmiewa się Elza. - Nie bój się, nie ugryzą! To są zmieraczki!
- Jak?
- Piaskowe zmieraczki! "Zmieraczek, zmieraczek, co wysoko skacze" - podśpiewuje Elza.
[...] 
- O, meduza, meduza pływa!
- Jak wygląda?
- Jak maciupki parasolik. Postój chwilkę, spróbuję ją złapać... o, jaka śliska.
- Jeszcze cię sparzy!
- Jeszcze cię sparzy!
- Głupstwa gadasz!
- Wcale nie, przecież to żyje, broni się. Ma takie pęcherzyki, co parzą w rękę, wiesz?
- Mam ją! I wcale się nie sparzyłam. Dać ci?
- Daj - nadstawiła Elza dłonie. - Jaki ma kolor?
- Jasnoróżowy.
- To chełbia. Ale puśćmy ją, niech się nie męczy. Płyń sobie, siostrzyczko, umykaj!
[...]
Elza bawi się muszelkami.
- Opowiedzieć ci, co rośnie na wydmach? - odzywa się po dłuższej chwili.
- Wiem przecież co. Sosny, jałowce, kępy trawy...
- Ale jaka trawa?
- Zwyczajna, tyle, że wysoka.
- E, wcale nie.
- To powiedz jaka?
- Piaskownica nadmorska, wydmuchrzyca, trzcinniki.
- Ojej, że pamiętasz!
- A takie, duże kosmate liście - to lepiężnik...
- A jak się nazywa to, co ma długie pędy jak truskawki, rozchodzi się po piasku?
- Wiem! - uśmiecha się triumfalnie mała znawczyni. - To turzyca piaskowa! A wiesz, po co sadzą na wydmach krzaki i rośliny?
- Sadzą? Myślałam, że same rosną.
- Nie wszystkie same. Niektóre naumyślnie się sadzi. A wiesz dlaczego? Żeby piach nie uchodził.
- Jak to?
- Bo wiatr w niego dmucha i dmucha, aż piach się przesypuje, całe góry piachu! Dziadek mówił, że taka chodząca wydma to i las może zasypać, i wieś nawet!
- E, niemożliwe.
- Wcale nie cyganię! Profesor mówił, że na Łebskiej Mierzei jest taki las, co cała wydma przez niego się przewaliła. Tylko suche drzewa sterczą...
- Ojej!
- A widzisz? Więc po to sadzą różne rośliny i nie wolno ich wyrywać, nie?
- Aha, pamiętam, widziałam ogłoszenie na drewnianej tablicy na słupie. Tak tam było napisane:"Pod karą grzywny zabrania się niszczenia nadmorskiej roślinności". Tylko nie wiem, co to znaczy grzywna, pewno pieniądze za karę.
- No! Bo jak narośnie murawy, krzaków, naplącze się w ziemi korzeni - to wiatrowi trudniej piach zdmuchiwać, nie?
- No tak - zgodziła się Danusia. [...]


[...] Dzisiaj powędrowały aż na molo rybackie, siadły na smołą pachnących deskach pomostu - i znów musi Danka opowiadać, jak wyglądają przycumowane kutry, ile żaglówek pływa po drobno marszczonej fali.
Dziewczynki przyniosły z sobą chleb, karmią mewy. Ptak kołuje, namyśla się, przygląda - a potem nagle bęc! spada na wodę i mocnym dziobem zręcznie chwyta kąsek. Wydaje przy tym przenikliwe piski ni to strachu, ni radości.
- Wszystkie mewy są jednakowe, prawda?
- Skąd! Rozmaite! Śmieszki, siodłate, a najładniejsze nazywają się srebrzyste. A wiesz? Takie ptaki, co prędziutko drepczą po brzegu, zabawnie nazywają się biegusy. A najwięcej mew to  mieszka na Rewie. [...]

[...] Danusia nauczyła się bacznie wszystkiemu przyglądać, bo jeżeli sprawa barw i kształtów jest tak bardzo dla Elzy ważna, trzeba umieć jej to "pokazać", dokładnie móc odpowiadać na pytania. Odkąd przebywają razem, musi patrzeć i za siebie, i za Elzę. Wcale zresztą jej to nie nudzi, wspólnie odnajdują coraz więcej i więcej "piękności". Nie, Roman nie miał racji mówiąc, że morze to tylko wielka woda i piach. Bo morze jest co dzień inne. raz rozgniewane, raz łagodne, to szare, to pełne kolorów. Inaczej szumi rano, inaczej w księżycowy wieczór. Inaczej wygląda, gdy patrzeć na nie z wydmy, inaczej z plaży, a jeszcze inaczej stąd, z mola. 
Raz woda jest gładka, wyiskrzona, jak lustro, kiedy indziej skaczą po niej białe "baranki". Bywa rozkołysana, jakby pocięta w skiby o barwie krzemienia, to znów groźna, spiętrzona wysokimi falami, które z hukiem rozbijają się o brzeg. 
A sieci rybackie też nie są jednakowe, szare! W słoneczny dzień prześwitują złotem, wieczorem mają odcień fioletowy, o zachodzie - różowy. Bywają szerokie, delikatne jak firanki albo skręcone na drewnianych obręczach niby olbrzymie torby, to znów oparte na palikach i obwieszone korkami ciągną się jak długi płotek. Czasem wiatr wydyma je jak żagle, wtedy cieniutko "śpiewają". Czasem ciężkie, wprost z morza wyjęte, przetkane zielonymi kłaczkami wodorostów, lśnią tęczowymi kroplami wody.[...]



Przyznacie, że Jadwiga Korczakowska miała talent w barwnym opisywaniu rzeczy najprostszych. Takie opisy sprawiają, że każdy Wasz pobyt nad morzem będzie już inny. Będziecie patrzeć na morze i dostrzegać jego barwy. Będziecie zastanawiać się, czy znaleziona muszelka to sercówka czy może omułek? Czy ta trawa, która rośnie obok waszego koca, to może wydmuchrzyca czy piaskownica?

Aby ułatwić wam rozpoznanie tych wszystkich nadmorskich okazałości przygotowałam małą ściągawkę. 



FAUNA I FLORA BAŁTYKU NA PODSTAWIE LEKTURY "SPOTKANIE NAD MORZEM"

zdjęcia pochodzą z Google Grafika

MEWA ŚMIESZKA


 
MEWA SREBRZYSTA

MEWA SIODŁATA


BIEGUS


RYBITWA




OMUŁEK


SERCÓWKA


ROGOWIEC BAŁTYCKI


ZMIERACZEK PLAŻOWY

CHEŁBIA MODRA
WYDMUCHRZYCA PIASKOWA


PIASKOWNICA NADMORSKA


TRZCINNIK

LEPIĘŻNIK

TURZYCA PIASKOWA


ŚLEDŹ


FLĄDRA


Trzeba przyznać, że całkiem pokaźny zbiór przedstawicieli fauny i flory nam się uzbierał.
Omawiając lekturę na lekcji, wykorzystuję zebrane materiały do stworzenia albumów. Kilka z nich przechowałam :)



Materiały, które dzisiaj przedstawiłam są już w zakładce do pobrania - zarówno fragmenty książki jak i zdjęcia fauny i flory Bałtyku. Mam nadzieję, że ułatwi Wam to pracę z książką, a dzieci zainteresuje tematyka morska ukazana w lekturze "Spotkanie nad morzem".

1 komentarz:

  1. Tematyka morska w książce była godna uwagi. Motyw przyjaźni również. Mnie, szczerze mówiąc, razi jednak zupełnie anachroniczne ukazanie dziewczynki z niepełnosprawnością. Omawiając lekturę - i mając niewidome dziecko w klasie - nie czułam się komfortowo, podobnie jak i moja uczennica. Dzieci z klasy natomiast pytały, o co chodzi, dlaczego ona do szkoły nie chodziła itp. Podoba mi się przemiana wewnętrzna Danusi, można się do niej odnieść przy omawianiu "Tajemniczego ogrodu".
    Pozdrawiam,
    Twój blog jest bardzo interesujący.
    MG

    OdpowiedzUsuń