wtorek, 11 listopada 2014

WARTO PRZECZYTAĆ - HENRYK SIENKIEWICZ "LEGENDA ŻEGLARSKA" (tekst i prace uczniów)






Dziś Narodowe Święto Niepodległości. 
Jest to okazja, aby tematy patriotyczne omawiać na lekcjach. 
Kilka dni temu na lekcji polskiego w klasie szóstej omówiliśmy sobie tekst Henryka Sienkiewicza zatytułowany „Legenda żeglarska”.
Wnikliwi czytelnicy zauważą, że tekst można odczytać w sposób symboliczny. Dzieje „Purpury” pięknie pokrywają się z dziejami Polski.
Moi uczniowie z klasy szóstej mieli za zadanie napisać ciąg dalszy legendy, uwzględniając przy tym wymowę tekstu i późniejsze losy Polski.
Proszę, abyście najpierw przeczytali „Legendę…”, dopiero potem zapoznali się z pracami moich uczniów.

Henryk Sienkiewicz „Legenda żeglarska”

Był okręt, który zwał się „Purpura”, tak wielki i silny, że się nie bał wichrów ani bałwanów, choćby najstraszniejszych.
I płynął ciągle z rozpiętymi żaglami, wspinał się na spiętrzone wały, kruszył potężną piersią podwodne haki, na których rozbijały się inne statki – i płynął w dal, z żaglami w słońcu, tak szybko, że aż piana warczała mu po bokach, a za nim ciągnęła się szeroka i długa droga świetlista.
- To pyszny statek! – mówili żeglarze z innych okrętów. – Rzekłbyś: lewiatan fale porze!
A czasem pytali załogę „Purpury”:
- Hej, ludzie! Dokąd jedziecie?
- Dokąd wiatr żenie! – odpowiadali majtkowie.
- Ostrożnie! Tam wichry i skały!
W odpowiedzi na przestrogę wiatr tylko odnosił słowa pieśni tak szumnej jak burza sama: Wesoło płyńmy, wesoło!
Szczęśliwe było życie załogi na tym statku. Majtkowie, zaufani w jego wielkość i dzielność, drwili z niebezpieczeństw. Sroga panowała karność na innych okrętach, ale na „Purpurze” każdy robił, co chciał.
Życie tam było ustawicznym świętem. Szczęśliwie przebyte burze i pokruszone skały zwiększyły jeszcze zaufanie. Nie ma (mówiono) takich raf ni takich burz, które by „Purpurę” rozbić mogły. Niech huragan przewraca morze – „Purpura” popłynie dalej.
I „Purpura” płynęła istotnie dumna, wspaniała. Przechodziły lata całe – a ona nie tylko sama zdawała się być niezłomną, ale ratowała jeszcze inne statki i przygarniała rozbitków na swój pokład.
Ślepa wiara w jej siłę zwiększała się z dniem każdym w sercach załogi. Żeglarze zleniwieli w szczęściu i zapomnieli sztuki żeglarskiej. – „Purpura” sama popłynie – mówili. Po co pracować, po co baczyć na statek, pilnować steru, masztów, żagli, lin? Po co żyć w trudzie i pocie czoła, gdy statek jak bóstwo – nieśmiertelny?
Wesoło płyńmy, wesoło!
I płynęli jeszcze długie lata. Aż wreszcie z upływem czasu załoga zniewieściała zupełnie, zaniedbała obowiązków i nikt nie wiedział, że statek począł się psować. Słona woda przeżarła belki, potężne wiązania rozluźniły się, fale poobdzierały burty, maszty popróchniały, a żagle zetliły się na powietrzu.
Wszelako głosy rozsądku poczęły się podnosić:
- Strzeżcie się! – mówili niektórzy majtkowie.
- Nic to! Płyniemy z falą! – odpowiadała większość marynarzy.
Tymczasem, pewnego razu, wybuchła taka burza, jakiej dotychczas nie bywało na morzu. Wichry zmieszały ocean z chmurami w jeden piekielny zamęt. Wstały słupy wodne i leciały z hukiem na „Purpurę”, straszne, spienione, wrzące. Dopadłszy statku wbiły go aż na dno morza, potem rzuciły ku chmurom, potem zwaliły znów na dno. Pękły zwątlałe wiązania statku i nagle krzyk straszny rozległ się na pokładzie.
- „Purpura” tonie!
I „Purpura” tonęła naprawdę, a załoga, odwykła od trudów i żeglugi, nie wiedziała, jak ją ratować!
Lecz po pierwszej chwili przerażenia wściekłość zawrzała w sercach, bo kochali jednak swój statek ci marynarze.
Więc zebrali się wszyscy i poczęli bić z dział do wichrów i fal spienionych, a potem chwyciwszy, co kto miał pod ręką, poczęli chłostać morze, które chciało zatopić „Purpurę”.
Wspaniała była walka tej rozpaczy ludzkiej z tym żywiołem. Lecz fale były silniejsze od żeglarzy. Działa zalane umilkły. Olbrzymie wiry porwały wielu walczących i uniosły w odmęt wodny. Załoga zmniejszała się z każdą chwilą – ale walczyła jeszcze. Zalani, na wpół oślepli, pokryci górą pian, żeglarze walczyli do upadłego.
Chwilami sił im brakło, ale po krótkim spoczynku znów zrywali się do walki.
Na koniec ręce im opadły. Poczuli, że śmierć nadchodzi.
I nastała chwila głuchej rozpaczy. I poglądali na się ci żeglarze jak obłąkani.
Wtem te same głosy, które poprzednio ostrzegały już o niebezpieczeństwie, podniosły się znowu, silniejsze, tak silne, że ryk fal nie mógł ich zagłuszyć.
Głosy te mówiły:
- O, zaślepieni! Nie z dział wam bić do burzy, nie fale chłostać, ale statek naprawiać! Zstąpcie na dno. Tam pracujcie. „Purpura” jeszcze nie zginęła.
Na owe słowa drgnęli ci na wpół umarli i rzucili się wszyscy na spód, i rozpoczęli pracę od spodu.
I pracowali od rana do nocy, w trudzie i pocie czoła, chcąc dawną bezczynność i zaślepienie wynagrodzić.

Taki jest tekst „Legendy żeglarskiej” autorstwa Henryka Sienkiewicza. 

Jak już wcześniej napisałam, moi uczniowie z klasy szóstej mieli za zadanie napisać ciąg dalszy legendy.

Zobaczcie, jak wywiązali się ze swojego zadania. Oto kilka prac.

Paweł napisał tak:
Załoga „Purpury” bardzo ciężko pracowała, aby naprawić skutecznie statek.  Jednak było widać, że maszty są zszywane, a podpora statku naprawiana. Marynarze byli już bardziej czujni i uważni. Po pewnym czasie „Purpurę” zaatakowali piraci z zachodu. Załoga przez długi czas dzielnie z nimi walczyła. Po kilku tygodniach na „pomoc” przybyli piraci ze wschodu. Uratowali załogę „Purpury”, ale w zamian opanowali statek. Od teraz załoga pracowała dla nich. Po latach marynarze się zbuntowali i stanęli z nimi do walki. Chcieli być niezależni, jak wiele lat temu. Nie było to łatwe, wymagało od załogi dużej determinacji. Udało się jednak i piraci opuścili „Purpurę”. Po tych wydarzeniach załoga „Purpury” próbowała znaleźć sojuszników w postaci załóg innych żaglowców, które w razie zagrożenia służyłyby im pomocą. Od tej chwili czuli się bezpieczni, dbali o swój statek, reperowali wszystkie usterki, tak, aby nigdy nie powtórzyły się wydarzenia sprzed lat.

A tak wygląda praca Kuby:
Członkowie załogi zrozumieli, że muszą działać wspólnie i zgodnie. Chcieli przywrócić „Purpurę” do dawnej świetności. Żałowali swojej głupoty. Aby odbudować swój statek, podzielili się pracami i ruszyli do dzieła. Pracowali dzień i noc. Nowy kapitan, który został wybrany przez wszystkich, bardzo ich wspierał. Dzięki ciężkiej i wspólnej pracy „Purpura” powstała z dna i poprowadziła swoją załogę w przyszłość, silną i piękną. Teraz byli mądrzejsi, bo wiedzieli, że o swój statek trzeba zawsze dbać oraz dobrze i zgodnie nim zarządzać.

Łukasz napisał tak:
„Purpura” nieszczęściem wpadła w ręce piratów. Żeglarze musieli pracować w okropnych warunkach. Ich serca zalał smutek. Nie umieli sobie radzić z prostymi czynnościami. Wśród załogi znalazł się człowiek, który dawał im nadzieję. Pokazał im, że razem można zrobić wszystko. Nauczył ich wszystkiego, co umiał. Rośli w siłę. Z czasem odpędzili piratów i wysłali ich tam, gdzie pieprz rośnie. A dzielny człowiek został okrzyknięty Kapitanem „Purpury”.

Bartek ujął temat w następujący sposób:
Po kilku latach i wielu trudach, załoga połatała statek. Zrozumiała własne błędy i ruszyła w stronę portu. Cała wyprawa, choć rozpoczęła się lekkomyślnie, to dała marynarzom wiele do myślenia. Nastał nowy dzień, statek płynął spokojnie według obranego kursu. Niestety, ponownie zerwała się burza, a statek znów tonął. Naprawa była, jak się okazało, niezbyt dokładna. Minęło wiele miesięcy pracy i odbudowy statku, aby marynarze znów mogli popłynąć w stronę lądu. Rejs trwał bardzo długo, skończyły się zapasy jedzenia i picia. Ludzie byli już ledwo żywi. Pewnego dnia ujrzeli upragniony ląd, nie wierzyli własnym oczom. Gdy już przybyli do portu, postanowili, że już nigdy więcej nie wyruszą w rejs.

Przeczytajcie pracę Lizy:
I tak pracowali przez wszystkie lata, bez przerwy. Odbudowywali marynarze swą ukochaną „Purpurę” cegiełka po cegiełce. Po pewnym czasie statek zaczął wyglądać i pracować jak przed laty. Niestey, wielkim utrudnieniem była woda wlewająca się w dużych ilościach do „Purpury”. Gdy już statek ukochany był naprawiony, poczęli go ponownie zaniedbywać. „Purpura” znów niszczała, a oni znów ją odbudowywali. Nigdy nie uczyli się na własnych błędach…

A oto praca Kacpra:
Marynarze odbudowywali statek. Gdy naprawili żagle, poprosili o pomoc inny okręt, który był bardzo potężny i w sumie lepszy od zniszczonej „Purpury”.  „Czarna perła” postanowiła pomóc i wysłała swoich marynarzy na pokład „Purpury”.  Ludzie z „Perły” zniewolili „Purpurę”. Trwało to długie lata. Aż w końcu do władzy doszedł dzielny żeglarz, który zorganizował bunt. „Purpura” została uwolniona”! Po 40-stu latach niewoli znowu była wolna. Lecz na tle innych statków nie była już taka potężna. Była przeciętna, a ludzie z niej czasami uciekali.  Tak kończy się historia najpotężniejszego niegdyś statku. Co będzie dalej? Jaki los spotka „Purpurę?”

I jak Wam się podobały wybrane prace uczniów klasy 6F? 
Poradzili sobie?
Uważam, że dali radę. 
To naprawdę mądre dzieciaki :)



4 komentarze:

  1. Dali radę, ale czy zgodzili się na publikację swoich prac? :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje wypracowanie byłoby takie: Mimo wytężonej pracy i nadludzkich wyczynów Purpura poszła na dno, rozbitków przygarnął ocean, tylko jeden z żeglarzy się uratował i to dzięki niemu znamy tą opowieść!

    OdpowiedzUsuń