piątek, 13 czerwca 2014

WARTO WIEDZIEĆ - MARYNARSKIE PRZESĄDY

Wierzycie w zabobony? Dziś piątek i do tego jeszcze 13. dzień miesiąca. Myślę, że przy tej okazji warto zapoznać się z przesądami marynarskimi. A jest ich sporo. Mówi się, że ludzie morza to jedna z najbardziej przesądnych grup społecznych. Czego się obawiają? Co im przynosi szczęście? Poczytajcie ...

Rodowód przesądów marynarskich sięga czasów bardzo odległych. Pierwsi żeglarze nie dysponowali specjalistycznym sprzętem i nie posiadali zbyt wielkiej wiedzy na temat świata i  zjawisk atmosferycznych. Zdani byli na własne siły. W codziennym trudzie pomagały im wymyślone (przez nich samych lub współbraci) tłumaczenia najróżniejszych zjawisk. Tak właśnie zrodziło się mnóstwo  przesądów.  
Niektóre z nich były bardzo okrutne. Na przykład w średniowieczu uważano, że jedynym sposobem, aby tama morska wytrzymała jesienne sztormy, jest zakopanie w niej żywych ludzi. Źródła podają, że jeszcze w połowie XVIII wieku w Holandii doszło do takiego okrucieństwa - po 20 latach bezskutecznej naprawy tamy mieszkańcy małej wioski kupili cygańskie dziecko i żywcem zakopali je w tamie. To chyba jeden z najokrutniejszych przesądów. 

Są też takie, które wywołują uśmiech na twarzy. Jeden z nich mówi, że jeśli marynarz spotka na lądzie kobietę z pustym wiadrem to spotka go nieszczęście. Gdyby jednak dziewczyna niosła wiadro z wodą, to marynarz mógłby liczyć na trwałe szczęście. 
Inny przesąd jest związany z duchownym. Spotkanie go na swej drodze dawało matrosowi szczęście. Jeżeli jednak ksiądz  mijał marynarza, idąc w tym samym kierunku, to oznaczało  nieszczęście. 

FERALNY PIĄTEK
Sporo jest przesądów związanych z piątkiem. 
Żeglarze hiszpańscy najchętniej wypływali w morze właśnie w ten dzień tygodnia. Związane to było z sukcesem Krzysztofa Kolumba, który właśnie w piątek (dokładnie 3 sierpnia 1492 roku) wyruszył w rejs, który zakończył się odkryciem Ameryki. 
Z kolei żeglarze wyznający islam uważali piątek za feralny dzień na rozpoczęcie podroży.  Piątek był dla nich dniem związanym z obrzędami religijnymi. Przesąd ten przeniósł się do Europy i mocno się tu zakorzenił. Do dnia dzisiejszego w niektórych stoczniach europejskich nie woduje się statków właśnie w ten dzień. Są też kapitanowie, którzy wolą nie rozpoczynać rejsu w piątek. 
Bardzo wierzący marynarze anglosascy uważają, że w morze nie można wypływać 2 lutego, 31 grudnia, w pierwszy poniedziałek kwietnia i w drugi poniedziałek maja. Według Biblii w te dni ludzkość nawiedziły przeróżne kataklizmy.


ZŁE KARŁY
Klabautermann to karzeł, który często pojawia się w opowieściach marynarskich. Gdy statkowi groziło niebezpieczeństwo, karzeł zjawiał się na okręcie. Przebywał na nim do momentu, gdy istniała szansa na uratowanie jednostki. Jeżeli karzeł znikał, był to znak, że statek niebawem zatonie. 

KOBIETA
Obecność kobiety na okręcie nie wróżyła nic dobrego. Przesąd ten sięga czasów wielkich żaglowców. Uważano, że nawet żona kapitana może przynieść nieszczęście statkowi i załodze. Wytłumaczenie tego było bardzo proste - marynarze utożsamiali swój statek z kobietą. Obecność niewiasty na pokładzie mogłaby wzbudzić zazdrość żaglowca, a w efekcie gniew i chęć zemsty. 

FUTRA
Rzeczy kudłate, a szczególnie futra były bardzo niepożądane na okręcie.  Przynosiły one nieszczęście. Wierzono natomiast, że wszystko co pierzaste to oznaka szczęścia i powodzenia. Pewno dlatego w dawnych czasach kapitanowie tak lubili papugi.

POKRYWY LUKOWE
Odwrócona pokrywa lukowa to bardzo zły znak. Marynarze wierzyli, że  złe duchy przedostaną się na dół i będą ściągać nieszczęścia. Ten przesąd był często wykorzystywany, gdy kapitan chciał rzucić urok na inny okręt. Wystarczyło przedostać się tylko na  pokład znienawidzonego okrętu i odwrócić pokrywę lukową. 

INNE ZŁE ZNAKI
Wierzono, że nieszczęście na marynarzy może sprowadzić wiadro, które wypadło za burtę. Podanie flagi pod szczeblami drabiny to również zły znak. Kichnięcie na lewej burcie statku to zapowiedź tragedii -pomyślność mogło przynieść kichanie na prawej burcie. 
Marynarze unikali również trącania się kubkami czy kielichami przy toastach. Uważali, że dźwięk szkła może zwiastować dzwony na ich pogrzebie.

GWIZDANIE
Gwizdanie podczas sztormu było bardzo poważnym przewinieniem. Marynarz gwiżdżący w czasie złej pogody był surowo karany.
Wskazane było natomiast gwizdanie wówczas, gdy nie było wiatru.  Tak też postępowali marynarze skandynawscy. Zbierali się na pokładzie i głośno gwizdali. Wierzyli, że bożek grzmotu, Thor, odpowie im i jego potężny oddech poruszy łódź. 
W dzisiejszych czasach  gwizdanie nadal nie jest wskazane. Dopuszcza się jedynie sygnały wykonane gwizdkiem służbowym.

WYWOŁYWANIE WIATRU
W czasach, gdy podróżowanie po morzach uzależnione było od wiatru, wynajdywano przeróżne sposoby, aby przywołać wiatr np. przeklinano brzydko, aby obudzić św. Antoniego i sprowokować go do ruszenia wiatru. Innym sposobem wywoływania wiatru było wzajemne chłostanie się marynarzy lub drapanie masztu paznokciami, wypowiadając przy tym różne zaklęcia. Inni marynarze wiązali na linie węzły i przywiązywali ją do masztu. Jeszcze inni wbijali noże w maszt, ustawiając rękojeść w kierunku, z którego miał nadejść wiatr. 
W dzisiejszych czasach dobrze jest, aby podstawę masztu podrapała kobieta. Ma to zapewnić pomyślne wiatry.  


Przyznacie, że sporo tych przesądów.  Słyszałam również o tym, że nie wolno odpalać papierosa od zapalonej świeczki. Jeden tak odpalony papieros - to śmierć jednego marynarza. 
A może Wy znacie jakieś marynarskie przesądy? 



źródło:cmm.pl
 


 

1 komentarz:

  1. Znajomy pracuje jako marynarz. Trochę takich przesądów słyszałam już dlatego. A co do samej pracy też z jego opowieści mam mieszane uczucia. Niby ciekawa, zwiedza świat, ale takie zagadnienia jak podatki marynarskie na przykład bywają dla niego kłopotliwe. A to dlatego, że niesprecyzowane są warunki opodatkowania pracy marynarzy i budzi to wiele wątpliwości.

    OdpowiedzUsuń