czwartek, 8 maja 2014

BAŚNIE, LEGENDY, PODANIA - Hanna Zdzitowiecka "Dlaczego Bałtyk jest słony"


Olaf pierwszy raz w życiu znalazł się na południowym wybrzeżu Bałtyku. Z ciekawością przyglądał się położonemu w zatoce miastu, zwanego Gdańskiem. Inni tu byli ludzie, inne domy, kościoły, ulice. Nawet jedzenie w gospodzie nie tak smakowało. Kasza niby taka sama, jak w domu okraszona słoniną, a jakaś inna i lepsza...
Drzwi do izby gościnnej otwarte były zawsze do kuchni, gdzie gospodyni z córką przyrządzały wieczerze dla przyjezdnych i marynarzy, którzy schodzili na ląd podczas wyładunku ich statków.
Olaf był młody, urodziwy. Podobał się Nastce, która pozwalała mu przysiąść koło komina. Nie mogąc się porozumieć - bo mowa każdego z nich była obca drugiemu - uśmiechali się tylko do siebie porozumiewawczo.
Siedząc tak Olaf zauważył, że Nastka sięgnęła do stojącego na stole garnka, wzięła garstkę białego proszku i wsypała do kotła.
Marynarz przestraszył się.
- Może chce nas wytruć? Ale za co? Dlaczego? Chyba ją ktoś podmówił...
Nastka tymczasem zamieszała w kotle kopyścią, wzięła na nią odrobinę kaszy i spróbowała. Dosypała jeszcze tego proszku, znowu próbowała, wreszcie zadowolona zaprawiła wszystko zrumienioną słoniną z dużymi skwarkami i nałożyła chłopakowi kopiastą michę.
Podziękował z uśmiechem i niepewnie wskazał garnek na stole.
- Posolić ci więcej? - spytała. - Najpierw spróbuj, a będziesz chciał, to sam dodasz...
Domyślił się, że pozwala mu sięgnąć do garnka. Wziął trochę proszku na palec i polizał. Skrzywił się.
- Jako to być może, żeby coś tak wstrętnego dodało tyle smaku gotowanej kaszy! Chciałbym choć trochę tego białego proszku zawieść do domu. Dopiero by się dziwili. Ba, ale skąd ona go bierze? Jak się dowiedzieć, kiedy mnie nie rozumie?
Okazja trafiła się wkrótce. Do gospody zjechało gości co niemiara. Obie kobiety nie mogły nadążyć  z gotowaniem. Gospodyni dostawiała nowe kotły na ogień, sięgając raz po raz do garnka z białą przyprawą.
- Nastka! Nie mam już soli!
Siedzący przy drzwiach Olaf Uważnie rozglądał się po kuchni.
- Tyle mają roboty, a jej się bawić zachciało - pomyślał widząc, jak dziewczyna pobiegła do skrzyni stojącej pod ścianą i wyjęła z niej mały drewniany wiatraczek.
Rozłożyła na stole białą płachtę, postawiła na niej zabawkę i zawołała:
Poratuj, wiatraczku, w niedoli,
nasyp nam soli do woli!
Zafurkotały drewniane śmigła, zakręciły się w koło i z boku wiatraka posypał się na płachtę błyszczący biały proszek.
Poratuj, wiatraczku, w niedoli,
nasyp nam soli do woli!
Olaf powtórzył z cicha niezrozumiałe dla niego słowa dziewczyny, domyślając się, że musi to być jakieś zaklęcie. Powtórzył je raz jeszcze i patrzył, nie mogąc oczu oderwać od czarodziejskiej zabawki.
- Żebym to ja miał taki wiatraczek sypiący... jak ona to nazwała?.. Sól! Sypiący solą! Człowiek mógłby nic nie robić, tylko zsypywać sól do woreczków i sprzedawać za drogie pieniądze.
Tak się zamyślił, że nie dosłyszał, jak Nastka schylona nad stołem wyszeptała:
Dziękuję, wiatraczku, na dzisiaj dość.
Olaf opamiętał się dopiero na widok zatrzymanych skrzydeł wiatraka, który zaraz zniknął w drewnianej skrzyni.
- Muszę go mieć - postanowił. - Muszę, ale jak to zrobić?
Opanowała go tak mocna chęć posiadania, że gotów był na wszystko, byle swój cel osiągnąć. Gotów był go nawet ukraść, choć za takie przestępstwo groziło ucięcie ręki.
- Ukraść? - wstrząsnął się na samą myśl o tym. - Nie, nie ukradnę... Pożyczę... Sami nie dadzą, wiadomo, ale wezmę i przy następnym rejsie do Gdańska podrzucę go w gospodzie. Przecież wrócimy tu jeszcze, a co przez ten czas namiele, to będzie moje...
Błyskawicznie wszystko obmyślił, bo czasu było niedużo. Nazajutrz wychodzili na morze.
Pod wieczór, kiedy wszyscy opuszczali gospodę, Olaf udał, że mu się słabo zrobiło. Koledzy zakrzątnęli się, by go przenieść na statek.
- Zostawcie mnie - błagał słabym głosem. - Nie ruszajcie. Może jakoś przejdzie do rana...
 Gospodyni pozwoliła ułożyć chorego na ławie. Nastka okryła go kożuchem i sama napoiła ciepłymi ziołami. A kiedy już pachołek miejski nawoływał do gaszenia ognia, pogładziła chorego ręką po włosach.
- Śpij spokojnie. Do jutra wydobrzejesz, a nie, to zatrzymamy cię u nas do czasu, aż twój statek tu wróci.
Olaf, choć nie zrozumiał słów, z gestu pojął jej życzliwość i wstyd mu się zrobiło, że chce skrzywdzić tych, którzy okazali mu serce. Ale przemożna chęć zdobycia soli zwyciężyła.
Przymknął oczy, udając, że zasypia. Słyszał, jak gospodarze z córką udali się do alkierza, i czekał, aż zasną.
Około północy księżyc w pełni oświetlił całą kuchnię i skrzynię pod ścianą. Olaf wstał cicho i stąpając ostrożnie, by podłoga nie zaskrzypiała, zbliżył się do skrzyni. Uchylił ją i pochwycił leżący na wierzchu wiatraczek. Z przejęcia niebacznie wypuścił z ręki wieko, które lekko stuknęło.
Marynarz zamarł z przerażenia. Ledwie zdołał wsunąć swój skarb za pazuchę, gdy uchyliły się drzwi od alkierza i stanęła w nich Nastka.
- Co się stało? Gorzej wam? - dopytywała się troskliwie.
- Pić mi się chce... - wskazał wiadro z wodą.
Domyśliła się, o co chodzi.
- Połóżcie się, zaraz wam przyniosę...
Gdy Olaf, drżąc z obawy o skradziony skarb, ułożył się znowu na ławie, podała mu  kubek i okryła opończą.
- Śpijcie spokojnie - powiedziała odchodząc.
Podziękował, wiodąc za nią wzrokiem, nim zniknęła za drzwiami.
Zerwał się jeszcze przed świtem i wyszedł chyłkiem, zostawiwszy na stole talara jako zapłatę za nocleg.
Kiedy statek był już na pełnym morzu, Olaf ukrył się w kącie pomiędzy linami i wyciągnął zza pazuchy wiatraczek.
- Co ty tu robisz? - usłyszał za plecami głos bosmana.
- Ja... nic... - bąkał, chcąc schować swą zdobycz.
Ale bosman miał bystre oko.
- Co to za wiatraczek? Pokaż... Zupełnie podobny do tego, który widziałem w gospodzie... Skąd go masz?
- Ja... Ja... - nie wiedział, co odpowiedzieć.
- Ukradłeś? - bosman popatrzył z obrzydzeniem na marynarza. - Ukradłeś? Tak się wywdzięczasz za dobre serce gospodarzy? Za ich opiekę? A wiesz ty chociaż, co to za wiatrak?
- Tak... sól się z niego sypie bielutka... Chciałem matce...
- Przywieźć matce kradziony podarek! Ucieszy się, jak ci rękę utną za kradzież. A wiesz ty, skąd oni tam w Gdańsku dostali tę czarodziejską zabawkę?
- Nie. A wy wiecie?
- Wiem.
- To znacie ich mowę?
- Trochę się poduczyłem, bywając tam nieraz. Posłuchaj: Którejś nocy zimowej Nastka znalazła nie opodal gospody zmarzniętego człowieka. Zadymka była tego wieczora taka, że niemal całkiem go zasypało. Dziewczyna przyciągnęła obcego do domu i z pomocą rodziców odratowała. Długo był nieprzytomny i przez wiele miesięcy chorował, ale się go nie pozbyli, nie opuścili w niedoli. Opiekowali się nim i karmili, choć nie miał grosza przy sobie. Siadywał potem u nich na progu i dłubał nożem łyżki, miski, co tam było do gospodarstwa przydatne.
Kiedyś usłyszał, jak narzekali, że im soli zabrakło, że drogo za nią trzeba płacić, bo galary ją wiozą z daleka, z kopalni niemal u źródeł Wisły położonej...
Wystrugał z drzewa wiatraczek dla Nastki. Nauczył ją zaklęcia, które trzeba powiedzieć, gdy wiatraczek stoi na lnianej płachcie, ale nie pozwolił go wymawiać, nim sam nie odejdzie. I jeszcze zakazał sprzedawać to, co się z otworu posypie, bo zniknie moc czarodziejska.
Myśleli, że się ich gościowi w głowie pomieszało od tej choroby, ale że zabawka była ładna, więc postawiła ją Nastka na półce. Kiedyś, gdy nieznajomy już odszedł, byłem w gospodzie i spytałem, co to za pamiątka. Nastka opowiedziała mi, skąd ją ma, i dla żartu postawiliśmy to na stole. Dziewczyna wymówiła zaklęcie, a tu jak nie zaczną śmigła furkotać! Jak się biała sól nie posypie z otworu! Tak to im wędrowiec odpłacił za gościnę. A ty?...
Olaf zawstydzony spuścił głowę.
- Szkoda. Gdybym wiedział, że znacie ich mowę, może bym się dogadał, by pożyczyli... Ale ja im oddam. Przyrzekam bosmanie, że oddam, kiedy znowu do Gdańska zawiniemy. A teraz pozwólcie, spróbuję, czy mnie posłucha. Przyda nam się trochę tej soli do jadła...
Rozłożył płachetkę, którą wiatrak był owinięty, postawił go na pokładzie i zawołał, z trudem wymawiając słowa, których treści nie rozumiał.
Poratuj, wiatraczku, w niedoli,
nasyp nam soli do woli!
Śmigła poruszyły się wolno, potem prędzej, aż rozpędziły się tak, że tylko rozedrgany krąg powietrza migotał patrzącym przed oczami.
Posypała się sól biała, lśniąca, drobniutko zmielona.
- Wystarczy - powiedział bosman. - Zatrzymaj go.
W tej chwili Olaf przypomniał sobie, że nie zna drugiego zaklęcia.
- Stój! - krzyknął rozkazująco. - Już dosyć! Nie miel więcej!
Na próżno zaklinał i błagał. Na próżno usiłował zatrzymać rękami rozkręcone śmigła.Wymykały mu się lub uderzały z taką mocą, że cofał się z bólu.
Sól nie mieściła się już na płachcie. Spadała na pokład, pokrywała go grubą warstwą, zsypywała się po schodach do kajut...
Nadbiegł kapitan i pozostali majtkowie.
- Co się tu dzieje? Przecież nam statek zasypie i zatopi! Wyrzućcie to do morza!
Ale nikt nie mógł dosięgnąć wiatraka stojącego na wysokiej białej górze, osypującej się pod nogami. Śmigła kręciły się dalej. Statek, obciążony nad miarę, zanurzał się coraz głębiej. Woda wdzierała się już przez burty, a mokra sól nie dawała dostępu do kajut i steru. Deski trzeszczały i rozłaziły się, ukazując coraz szersze szpary.
- Wszyscy do szalupy! - rozkazał kapitan. - Toniemy!
Załoga rzuciła się do łodzi. Olaf zaklinał jeszcze wiatraczek, by przestał się kręcić, wreszcie skoczył za innymi. Czas już był najwyższy, bo statek w chwilę potem przechylił się na bok, zsypując do wody białą sól zebraną na pokładzie.
- Co to będzie? - spytał któryś z marynarzy. - Nie mamy nic do jedzenia, a do brzegu daleko...
- Najważniejsze, że mamy co pić - powiedział bosman, sięgając dłonią za burtę.
Ledwie przełknął parę kropli, splunął krzywiąc się z niesmakiem.
- Co się stało?
- Sami spróbujcie. Czy tylko mnie tak gorzko w ustach?...
Woda, która zawsze była smaczna jak źródlana, teraz nie nadawała się do picia: Zamiast gasić, wzmagała pragnienie.
A tymczasem statek zanurzał się coraz głębiej, aż zniknął pokryty falami Bałtyku. Na wodzie kołysał się tylko mały drewniany wiatraczek... Rozkręcone śmigła uderzały o powierzchnię, a z otworu nieprzerwanie sypał się biały strumień, od którego morze się robiło coraz bardziej słone.

                                                                                      
źródło: Google Grafika

2 komentarze:

  1. Bardzo ciekawy blog. Znajduje się tutaj wiele interesujących postów. Chętnie będę go dalej odwiedzać.

    OdpowiedzUsuń